wake up, skin! czyli jak zamieniłam się w szopa

Dłuższą chwilę nie pisałam nic nowego, ale wszystko zganiam na przeprowadzkę. A w zasadzie na duży przed-przeprowadzkowy remont. Każda wolną chwilę spędzamy na malowaniu i poprawianiu. To całe zmęczenie zdecydowanie odbija się na mojej cerze. Jednak ja zapobiegawczo podczas zakupów kosmetycznych weszłam w posiadanie maseczki z The Creme Shop o wdzięcznej nazwie "wake up, skin!". Czy moja skóra faktycznie obudziła się po maseczce? I czy ta weszła do grona moich koreańskich ulubieńców?




Zacznę od tyłu, bo od strony wizualnej. Przyznam, że to właśnie przez nią skusiłam się na maseczkę. Chciałam koniecznie wypróbować "zwierzęce", koreańskie maski. Miałam ich kilka do wyboru i tutaj już przy podjęciu decyzji kierowałam się właściwościami.
Wake up, skin! są pakowane po trzy sztuki. Za taki komplet zapłaciłam 5f. W tej cenie dostałam możliwości zamiany w uroczego szopa. Pojawił się tylko jeden, duży minus- przez nadruk maska stała się niewygodna w użytkowaniu. Szop okazał się sztywniakiem, przy którym każdy ruch głową powodował jego przesuwanie i opadanie. Przy tradycyjnych maseczkach tego problemu nie miałam. Podobnie z przyleganiem, niestety nie każda partia skóry przez to skorzystała na właściwościach maski.


kilka chwil walczyłam, żeby ładnie przylegało,a  jak widać po bokach nadal maseczka gdzieś ucieka :(
I tutaj chce przejść do sprawy istotnej- działania. Bo wake up, skin! zadziałało świetnie. Skóra po zabiegu była miła, miękka delikatna, promienna i na pewno obudzona. Myślę, że nie bez znaczenia jest tutaj obecność żelu kokosowego i kwasu hialuronowego. Na prawdę z przyjemnością spojrzałam w lustro.
Nad składem się nie rozwodzę, oczywiście naturalniej byłoby wymieszać zieloną glinkę z ulubionym olejem, co często robię, ale maseczki w płachcie uzależniają. Do tego mnóstwo wyciągów z roślin służących naszej skórze: aloes, szałwia, jania[algi], chrysanthellum indicum[sprawdza się w walce z trądzikiem], kaki, herbata chińska, pigwowiec chiński[wspomaga nawilżenie, zatrzymując wodę w skórze], bylica japońska[pozytywny wpływ na cerę wrażliwą i trądzikową], czy cynamonowiec. Pozostałe składniki nie powinny wyrządzić krzywdy żadnemu rodzajowi cery - są dosyć uszczuplone. Oczywiście znajdziemy tu potencjalnych zapychaczy (jak np, methylparaben, czy butylene glycol), ale gwarantuję że przy niektórych składnikach z natury też jest taka szansa.

Czy kupię ponownie? Raczej nie. Trochę zniechęca mnie to o czym piałam- brak swobodnych ruchów przy używaniu maseczki. Chociaż działanie jest na prawdę warte uwagi. Nie wykluczam, że maseczka znajdzie się awaryjnie w kosmetyczce, tak żeby nadal ratować mnie po ciężkiej nocy.


Stosowałyście już słodkie, koreańskie, zwierzęce maseczki? Macie swoich ulubieńców?

31 komentarzy:

  1. Świetnie wyglądają, ale masz rację - wygoda to też ważna kwestia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. dobrze że nie zapchał ale wygląda uroczo - pomysłowa grafika:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Koreanskie maski sa najlepsze na swiecie. Fajnie ze teraz sa powoli dostepne i w Europe :)

    OdpowiedzUsuń
  4. nie znam tych produktów, pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
  5. mega intrygują mnie te maski!
    z przyjemnością obserwuję i zapraszam do mnie: http://thewomenlife.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. jaaa chcę taką cudakę na twarzy:D

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetne są te maski! Ostatnio zwierzątka totalnie ogarnęły Internet, jeszcze nie miałam okazji ich wypróbować ale kiedyś na pewno się skuszę!:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Szkoda, że troszkę nie wygodnie się nosi ;p nie miałam jeszcze nigdy tej maseczki :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Miałam jedną koreanską zwierzakową maskę - pandę od Skin79. Ta wygląda fajnie, tylko szkoda, że do końca dobrze nie przylega do skóry

    OdpowiedzUsuń
  10. Na pewno wygląd takich maseczek zachęca. Ja jeszcze nie testowałam takich. Szkoda, że odpadała z twarzy. :/

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja bym sprawdziła dla samej frajdy a nie działania :P

    OdpowiedzUsuń
  12. Jestem ciekawa tych koreańskich masek ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam ogromną ochotę wypróbować te maseczki, uwielbiam wszelkie maski w płachcie :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Uwielbiam takie oryginalne maski :)

    OdpowiedzUsuń
  15. maseczka wygląda intrygująco . Jestem fanką koreańskich kosmetyków :-)

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie próbowałam tych maseczek, ale miałam inną, którą się tak nakłada, nie pamiętam z jakiej firmy. Wkurzałam się, bo miałam wrażenie, że ona zaraz mi spadnie.

    OdpowiedzUsuń
  17. Słyszałam o tych maskach, wyglądają rewelacyjnie, mam nadzieję, że kiedyś będę mogła ich wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Po opisie brzmi mega zachęcająco! Te zwierzęce maski są strasznie urocze :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Maseczka przeurocza, jednak nie kupiłabym jej, bo nie mogłabym po prostu leżeć bez ruchu :D

    OdpowiedzUsuń
  20. te maski są zjabeiste ;D ja miałam truskawke i myslałam, że padnę z beki jka ją załozyłam ahahha

    OdpowiedzUsuń
  21. Jakbym ją ubrała to nie wiedziałabym czy czekać na efekty, czy patrzeć się w lustro i śmiać się :D Fajna jest :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Trochę już o nich poczytałam i wyglądają super. Ale sama już nie wiem czy one czasami lepiej wyglądają niż działają.

    OdpowiedzUsuń
  23. Nawet nie słyszałam wcześniej o taki maseczkach, ale wygląda świetnie. Choć nie wiem czy bym się na nią skusiła.

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja używam klasycznych maseczek, nie wykluczam jednak ze skusze się na to cudo.
    Pozdrawiam,
    Normxcore

    OdpowiedzUsuń
  25. Ależ to słodziaszne! :D ❤ Szop wygląda genialnie. Aż żałuję, że nie używam maseczek

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za komentarz, na pewno się odwdzięczę :)

Zapraszam do obserwowania!
Jeśli klikniesz "Obserwuj" proszę, poinformuj mnie o tym :)

Copyright © 2014 what's on your mind? , Blogger